Kajakarstwo w stylu wolnym robi na świecie oszałamiającą karierę. Tej dyscyplinie bliżej do szalonych skoków na rowerach BMX niż do tradycyjnych spływów kajakowych, które przy freestyle'u są jak jazda na kolarzówce. Od kilku lat stolica Karkonoszy staje się mekką tych wodnych szaleństw.
Po raz kolejny po tytuł najlepszego polskiego freestyle'owca sięgnął, właśnie na mistrzostwach w Jeleniej Górze, Tomek Czaplicki. To właśnie on ma spore szanse, by pojechać na olimpiadę do Londynu, gdzie kajakarstwo w stylu wolnym będzie konkurencją pokazową.
Tomek Czaplicki, 20-letni
student Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, już reprezentuje Polskę na ważnych zawodach. Udaje mu się odnosić sukcesy między innymi w Pucharze Świata.
Do największych zalicza zwycięstwo w bardzo mocno obsadzonych mistrzostwach Czech. Sukces był tym większy, że udało się mu pokonać wicemistrza świata - Słowaka Petera Csonka.
Sporty wodne w rodzinie Tomka to tradycja: ojciec Krzysztof jest wieloletnim szefem Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Jeleniej Górze.
- Wychowałem się nad wodą. Jednak z motoro-wodniactwa, nurkowania i pływania wybrałem kajaki. Zaczynałem od spływów. Pierwszy po Bobrze zaliczyłem w wieku 12 lat. Później było kajakarstwo górskie i w końcu freestyle. Bawię się w to od kilku lat - tłumaczy.
Freestyle można uprawiać wszędzie: na jeziorach, rzekach, nawet nizinnych, a zimą w basenie. Zabawa z nim związana jest porównywalna do walki z żywiołem w górskiej kipieli.
- Zdarzało się, że przejeżdżając przez jakieś miasto, widzieliśmy fajną miejscówkę. Wtedy wyjmowaliśmy kajaki i szliśmy tam popływać. Poza tym freestyle jest bezpieczniejszy niż spływy górskimi rzekami. Na tych najtrudniejszych naprawdę ryzykuje się życiem - dodaje Tomek Czaplicki.
Kajakowe rodeo wiąże się ze specyficzną subkulturą kajakarzy i szczególną, luźną atmosferą zawodów. Zwykle połączone są one z występami muzyków i didżejów, którzy najczęściej przy muzyce reggae na bieżąco komentują wyczyny zawodników. Nie liczy się czas ani przebyty dystans. Zawodnicy rywalizują na ilość i trudność wykonanych tricków.
Figury można podzielić na płaskie, podniesione, pionowe lub te wykonywane bez użycia wiosła. Wykonuje się je na fali lub w odwoju, czyli miejscu, gdzie zawirowania nurtu wody tworzą efekt pralki. Te fragmenty rzeki zwykle omijają mniej doświadczeni kajakarze, gdyż silny odwój może ich podtopić.
Część figur wykonuje się w wersji "air". Aby wznieść kajak z kajakarzem w powietrze, by zrobił salto, buduje się na wodzie specjalne rampy. Te najwyższe mogą mieć kilkanaście metrów.
- Zdarzało się też, że skakaliśmy na kajakach, trzymając się liny, którą ciągnęła motorówka. Na innych zawodach organizator wymyślił tor przeszkód, na którym było między innymi strzelanie z wodnego pistoletu do baloników i przerzucanie wiosła przez obręcz do hula-hop - wspomina Tomek Czaplicki.
W Polsce na różnym poziomie sport ten uprawia około setki osób. Ale dyscyplina staje się coraz popularniejsza także wśród kobiet.
- Trenuję raz w tygodniu przez kilka godzin. Jedziemy z całą ekipą nad zalew w Pilchowicach. Tam uczymy się trików. By wykonać większość z nich, nie trzeba dużej siły, ważniejsza jest technika. To dyscyplina idealna dla kobiet - uważa 19-letnia Agnieszka Sikora z Jeleniej Góry.
Oprócz umiejętności ważny jest też sprzęt. Podniebnych ewolucji nie sposób wykonywać w tradycyjnym ponad- trzymetrowym kajaku.
Te freestyle'owe mają od 1,8 do 2,3 m długości. Są znacznie mniej wyporne od tych tradycyjnych. W tym rodzaju kajakarstwa zatapianie kajaka jest jak najbardziej pożądane. Wiosło też jest krótsze, by łatwiej nim było manewrować. Strój to fartuch zabezpieczający przed wlewaniem się do wnętrza kajaka wody, solidny kask, ratunkowa kamizelka i... hawajskie szorty.