Każdy z nas zna takie miejsce. Jak się okazuje, we Wrocławiu jest ich sporo – ulubionych przez zakochanych i pary żądne namiętności w odosobnieniu. Zwykle jest to park, zarośnięty gęściej skwer. Nieraz do szczęścia wystarczy drzewo z sięgającymi do ziemi gałęziami, jak wierzba na pl. Kościuszki, pod którą chowają się zakochani nie tylko przed deszczem. I tam, gdzie są ławki, choćby wzdłuż fosy miejskiej.
Nie ma jak park
– Pamiętam, że w dzieciństwie chodziłem ze starszymi kolegami do parku Wschodniego na Księżu Małym podglądać całujące i obściskujące się pary. Taka wycieczka zastępowała opowieści o bocianach przynoszących dzieci. Czasem dla kawału rzucaliśmy w taką parę szyszką lub patykiem, aby ją wypłoszyć – wspomina ze śmiechem Stanisław Wolski, aktor i satyryk. Później sam, jako dorosły spotykał się w parku z dziewczynami. – Ale jako romantyk poprzestawałem na głębokich spojrzeniach, najwyżej całusach – zapewnia.
Park Szczytnicki z rozrzewnieniem wspomina wiele osób.
– Tam chodziłem na randki z przyszłą żoną i tam ją pierwszy raz pocałowałem – przyznaje Zbigniew Sebastian, szef Dolnośląskiej Izby Gospodarczej.
Starsi mieszkańcy z sentymentem opowiadają o iglicy pod Halą Ludową, gdzie chętnie i masowo umawiali się na randki, Wzgórze Partyzantów – niegdyś bezpieczne i oświetlone, albo nieistniejący już tzw. małpi gaj, czyli zarośnięty skwer za Dworcem Głównym PKP i PKS. W małpim gaju w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w zaroślach zaszywały się spragnione seksu pary, ale też spotykali się tam pospolici pijacy i różne typy spod ciemnej gwiazdy. Zdarzały się napady i gwałty, więc naprawdę trzeba było mieć odwagę, aby tam się zapuszczać, a ci, którzy to robili, sporo ryzykowali.
Ulubionym miejscem na randki była górka przy ul. Skarbowców, nazywana górką miłości. – Miejsce urokliwe i półdzikie, chętnie wybierane przez zakochanych na spacery i nie tylko – mówi Bronisław Zathey, przewodnik wrocławski. Choć teraz trudno na górce miłości o intymność, bo ją uporządkowano i krzaki wycięto – nazwa pozostała i jest popularna także wśród młodych wrocławian.
Innym zakątkiem, który sprzyjał schadzkom przez lata, było Wzgórze Polskie, pełne chaszczy i ruin. Lubili je także homoseksualiści.
Droga miłości i spotkanie na moście
Pytani o seksowne wrocławskie miejsca, studenci jednogłośnie wskazują Ostrów Tumski. – To seksowne miejsce, ale w specyficznym sensie. Jego liczne zaułki i tajemnicza atmosfera sprawiają, że na randki najlepiej wybierać się właśnie tam. Założę się, że co najmniej połowa wrocławskich mężów oświadczyła się swoim wybrankom właśnie na Ostrowie! – uważa Łukasz Maślanka, student dziennikarstwa.
Nie wiadomo, czy tam oświadczył się swojej narzeczonej Bogdan Zdrojewski, ale właśnie Ostrów Tumski pozostał dla jego żony Barbary najbardziej romantycznym miejscem. – Tam mocniej serce bije – przyznaje radna miejska z klubu PO.
Jak się okazuje, wybór Ostrowa Tumskiego jest nieprzypadkowy. – Tu się zaczyna droga miłości, która wiedzie od katedry i kończy na moście Tumskim, zwanym mostem miłości – podkreśla Bronisław Zathey. Historia z nią związana sięga lata 1945 r. Wtedy to pewna kobieta, która długo oglądała zrujnowaną katedrę, dotknęła posągu lwa przed wejściem do świątyni. – Robiło się późno i postanowiła jak najszybciej wydostać się w bardziej cywilizowane i bezpieczne miejsce. Miała wrażenie, że ktoś za nią idzie, bała się, ale na moście Tumskim odwróciła się i spojrzała. Jej oczy spotkały się ze wzrokiem mężczyzny. I zakochali się w sobie od razu – opowiada przewodnik. Dodaje, że od tej pory utarła się legenda, że jeśli samotna kobieta pragnie kogoś poznać, powinna dotknąć lwa po prawej stronie od wejścia, idąc z katedry.
Figle na wyspie
Jakie jeszcze miejsca sprzyjają zakochanym? – Mleczarnia i Ogród Japoński – wymienia jednym tchem Marta Mielczarek, wrocławska studentka. Mleczarnia – klub przy ul. Włodkowica – bo ma specyficzny klimat, trochę tajemniczy, sprzyjający intymnym rozmowom. A Ogród Japoński szczególnie na wiosnę i w lecie, gdy wszystko kwitnie. Wtedy jest naprawdę romantycznie – tłumaczy studentka. Nic dziwnego, że w Ogrodzie Japońskim tak chętnie urządzają sesje zdjęciowe młode pary po ślubie.
Obok Ostrowa najbardziej chyba popularnym wśród studentów miejscem, gdzie bliżej zacieśniają znajomości z dziewczynami, jest Wyspa Opatowicka, nazywana wyspą miłości. – Albo wyspa „tu mi daj”, wiadomo dlaczego – śmieje się 30-letni Adam, informatyk.
Studenci przyznają, że równie dobrym miejscem na romantyczne spotkania są w ciepłe dni tereny zielone nad Odrą. Strażnicy miejscy z patrolu konnego często tam przyłapywali baraszkujące pary, na kocach albo w samochodach. A za ten tzw. wybryk nieobyczajny można było zapłacić karę. Kiedyś strażnicy przyłapali znanego adwokata, bynajmniej nie z małżonką. – Teraz rzadko się to zdarza. Ludzie grzecznie leżą na kocykach, co najwyżej się przytulą lub pocałują. Mniej temperamentu mają chyba? – zastanawia się Dagmara Turek-Samól, rzeczniczka wrocławskiej straży miejskiej.
Na rękę zakochanym poszło kino Warszawa, gdzie z myślą o nich zrobiono specjalny rząd z podwójnymi fotelami bez poręczy w środku. Aby nic nie przeszkadzało im w przytulaniu. Choć niektórzy z tych samych powodów wybierali kino Śląsk (dzisiejszy teatr Capitol), gdzie na parterze były zamykane loże. Cokolwiek w nich się działo, z zewnątrz prawie nic nie było widać.
W sobotę razem z naszą gazetą specjalny dodatek „Noc miłości”, a w nim m.in. o swoich pierwszych miłościach opowiadają aktorzy popularnych polskich seriali.
Randka na Ostrowie
Nie tylko Barbara i Bogdan Zdrojewscy mają sentyment do wrocławskiego Ostrowa Tumskiego. W tym urokliwym zakątku, pełnym malowniczych zaułków, zieleni i ławeczek ukrytych za żywopłotami, spotyka się kolejne pokolenie zakochanych – wśród nich Agnieszka i Wojtek, którzy są parą od dwóch miesięcy.
Erotyczna góra
Na Górze Szybowcowej był każdy. – Randki tutaj mają szczególny urok – mówi z uśmiechem 23-letnia Patrycja.
Teren jest rozległy. Zawsze stoi na nim kilka aut. Parom, które oficjalnie podziwiają z nich panoramę Jeleniej Góry i Kotliny Jeleniogórskiej, nic nie przeszkadza. A widok oświetlonego miasta tworzy przyjemną i urokliwą atmosferę.
– Jest jak na amerykańskich filmach. Tam też w kinie na powietrzu nikt nie ogląda filmów – żartuje Karol, chłopak Patrycji.
Góra Szybowcowa nie ma konkurencji. Bo zakochani tylko czasami odwiedzają Wzgórze Krzywoustego i znajdującą się pośrodku wieżę zwaną potocznie Grzybkiem. Ze szczytu także widać całą Jelenią Górę. Miejsce ma swój urok, choć sama wieża wymaga wysprzątania wewnątrz. Walorem miejsca jest, że można się tu dostać na piechotę z centrum miasta. Dojście na Górę Szybowcową wymaga już kondycji. Trzecim miejscem miłości, które upodobali sobie zakochani, jest park Kościuszki. Jest bardzo rozległy i łatwo się w nim schować przed wścibskim wzrokiem spacerowiczów. Duża liczba parkowych alejek i przytulnych ławeczek pod dębami sprawia, że to miejsce upodobali sobie początkujący randkowicze.
FOT. MARCIN OLIVA SOTO
Miłość w Szczawnie
Dla wałbrzyszan miejscem tętniącym miłością jest uzdrowisko Szczawno-Zdrój. Zakochane pary widać na każdym kroku. W gęsto porośniętych rododendronami alejkach, w klimatycznych knajpkach i na ławeczkach.
Przyciągają ich urokliwe zakamarki pełne magii. – Uwielbiamy spędzać tutaj razem czas – mówią Paulina Nowak i Dawid Wnęk, licealiści j.
Śledząc historię Szczawna-Zdroju, nie sposób uniknąć porównań z włoską Weroną, uznaną za miasto nieszczęśliwie zakochanych. W podwałbrzyskim kurorcie rozgrywały się historie miłosne, które przypominają dzieje Romea i Julii. Najsłynniejsza dotyczy Zygmunta Krasińskiego, polskiego poety i dramatopisarza.
To właśnie w Szczawnie-Zdroju autor „Nie-Boskiej komedii”, przymuszony przez ojca musiał zerwać z miłością swojego życia Alicją Bobrową. Krasiński poznał Bobrową kilka lat wcześniej w Rzymie. Poeta został wysłany do stolicy Włoch przez ojca, aby pod opieką osobistego lekarza rodziny wyjść z gnębiącej go apatii. Jednak nie zabiegi medyka, tylko romans z Bobrową, matką dwójki córek, sprawił, że poeta odzyskał równowagę. Miłość Zygmunta przeniosła się ze sfery wyobraźni do sfery fizycznej i wzbogaciła jego pisarstwo. Ojciec Krasińskiego uważał jednak związek za mezalians i zmusił Zygmunta do zerwania romansu. Ostatnie spotkanie Bobrowej i Krasińskiego miało miejsce w Szczawnie-Zdroju w 1838 roku.
FOT. Dariusz Gdesz
Niedyskrecja lwa
Chyba nie ma w Legnicy pary zakochanych, która nie spotkałaby się pod pomnikiem umierającego lwa. Na randce przy królu zwierząt z brązu szczególnie zależy męskiej połowie. Podobno, gdy na ławeczce pod pomnikiem usiądzie dziewica, lew zaryczy. Jest też inna wersja tej legendy. Otóż rzeźba stoi pomiędzy dwiema szkołami – II Liceum Ogólnokształcącym i Zespołem Szkół Medycznych. Podobno lwiego ryku można się spodziewać także w momencie, gdy z obu szkół wyjdą jednocześnie dziewice maturzystki. Jednak do tej pory nie udało się go usłyszeć.
Może robi to tak dyskretnie, że słyszy go tylko ta właściwa osoba?
Lew został postawiony na początku legnickiego parku Miejskiego w 1872 r., by upamiętnić żołnierzy pruskich poległych rok wcześniej w wojnie z Francją.
Fot. Piotr Krzyżanowski