Po kilkudniowych ulewach tony śmieci przypłynęły razem z wezbraną Nysą Szaloną do zbiornika retencyjnego Słup. Służy on także jako zbiornik wody pitnej dla Legnicy. - Przeżyłem szok, gdy to zobaczyłem - mówi zdenerwowany Mariusz Ból, komendant straży rybackiej i prezes koła wędkarskiego na Słupie. - Zatoczka zbiornika przy ujściu rzeki na powierzchni 20 hektarów pokryta jest plastikowymi butelkami, opakowaniami po nawozach i dezodorantach, trawą i baniakami po paliwie. Woda przyniosła nawet starą pralkę.
Bogdan Konarski, szef legnickiego oddziału Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, studzi emocje. - Woda zabrała śmieci z wiosek, przez które przepływała - mówi Konarski. - Zapewniam, że nie ma zagrożenia. Ta woda, zanim wpłynie do kranów, jest uzdatniana w legnickiej stacji.
Ale ekolog Jerzy Kucharski ostrzega, że groźny dla zbiornika może być osad, tworzący się z tych odpadów.
W innych rejonach Dolnego Śląska woda zrobiła prawdziwe spustoszenie. W powiecie świdnickim nadal obowiązuje pogotowie powodziowe. W gminie Marcinowice, która ucierpiała najbardziej, trwa alarm przeciwpowodziowy. Tam już w środę rozpoczęło się liczenie strat, które idą w miliony złotych. Uszkodzeniu uległy drogi, pobocza, rowy i przepusty. Zalanych zostało 100 budynków mieszkalnych i dziesiątki gospodarstw. Ulewa zniszczyła setki hektarów upraw rolniczych.
- Musimy jeszcze poczekać z szacowaniem szkód, bo walka z żywiołem nadal trwa - mówi Robert Korzeniowski, szef Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego we Wrocławiu. - Podczas weekendu ma znów padać. Miejmy nadzieję, że deszcze nie spowodują wylania rzek.
W piątek alarm przeciwpowodziowy obowiązywał w gminach: Stare Bogaczowice, Świdnica, Kłodzko, Nowa Ruda, miasto i gmina Świerzawa, Wrocław na węźle rzeki Bystrzycy. O godz. 15 odwołano alarm w Jeleniej Górze.
Komendant Ból szacuje, że usuwanie śmieci ze Słupa może kosztować kilkanaście tysięcy złotych. Znacznie większe straty są w gminie Świdnica. Oszacowano je na 14 mln zł. W okolicach Mokrzeszowa uszkodzonych zostało kilka dróg, w tym jedna powiatowa. Jedna z głównych dróg gminnych na odcinku blisko 2 km jest kompletnie zniszczona. Stan wody w rzekach nadal jest niebezpiecznie wysoki. Szczególnie w rzekach Strzegomka i Pełcznica. To właśnie Pełcznica poczyniła największe szkody. Zalała ponad 20 gospodarstw w Mokrzeszowie, kilka w Pankowie i Grodziszczu. Niebezpiecznie było także w dzielnicy Ciernie w Świebodzicach.
W powiecie wałbrzyskim nadal obowiązuje alarm przeciwpowodziowy w gminie Stare Bogaczowice. W gminie Czarny Bór, w miejscowościach Witków i Jacków woda wdarła się do kilku budynków.
Stany alarmowe przekroczone są też w powiecie legnickim. - Ale nie ma zagrożenia dla ludzi - mówi Marek Walczak z Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Legnicy. Kotlinie Kłodzkiej nie zagraża powódź w Czechach i zapowiadane tam opróżnianie zbiorników. Może to spowodować jedynie podniesienie się poziomu wody w Odrze.
Do firm ubezpieczeniowych zgłosiło się już pół tysiąca poszkodowanych przez powódź.
Synoptycy przewidują, że na Dolnym Śląsku w sobotę i niedzielę pojawią się przelotne burze i deszcze.
Jaka pogoda w lipcu?
Synoptycy przewidują, że na Dolnym Śląsku w sobotę i niedzielę pojawią się przelotne burze i deszcze. Od poniedziałku pogoda ma się zdecydowanie poprawiać. Ci, którzy zaplanowali urlop na najbliższy tydzień, mają więc szczęście. -Ale potem znów powrócą deszcze. Na upały trzeba będzie poczekać do pierwszego tygodnia sierpnia - uważa Maria Walinowska, synoptyk z IMGW. W lipcu będzie wiele dni gorących o temperaturze 25-30 stopni, ale też należy się spodziewać ulew, wichrów i gradobicia - zwłaszcza w drugiej połowie tego miesiąca.
Synoptycy uważają, że pogoda będzie raczej w kratkę: 2-3 dni gorące, potem parodniowy powrót chłodu. Ale upały nie dotrą prawdopodobnie nad Bałtyk i na Mazury, gdzie wielu Polaków pojedzie na letni wypoczynek.